Zmarł Sam Neill. Miał 78 lat. Sydney, poniedziałek. Nowozelandzki aktor, który grał szpiegów, czarodziejów, a nawet potomstwo Szatana. Ale jedna rola pozostaje w pamięci na zawsze. Coś, co naprawdę ma znaczenie dla ludzi takich jak ja. Doktor Alan Grant. „Park Jurajski”.
Nie był tylko facetem w T-shircie. Był tym naukowcem. Brutalny. Szorstki. Niewątpliwy bohater. Podczas gdy fani opłakiwali jego stratę i wspominali kozy w jego winnicy, pojawiła się inna historia. Ten, który wydawał się ważniejszy niż wpływy ze sprzedaży biletów.
Dzieci patrzyły. A oni wyglądali poważnie.
Lucky Tran z Columbia University zapytał, ilu z nas zostało naukowcami po obejrzeniu, jak Grant i Sattler ratują dinozaury. Thomas Ronge, geolog morski z Texas A&M University, powiedział, że dzięki Parkowi Jurajskiemu zainteresował się paleontologią. Skończył na odwiercie w poszukiwaniu danych oceanograficznych, ale jego serce? Nadal jest własnością doktora Granta.
Ja też. Miałem dziewięć lat. Oglądałem ten film i nagle wszechświat został zredukowany do skamieniałych kości. Co takiego wyjątkowego zrobił Neill?
Kevin Holloway ujmuje to prosto. Bohaterowie użyli rozumu. Nie pistolety. Żaden mięsień nie pokazuje bzdur. Mieli cel. Jasne. Szczery.
Holloway nie otrzymał doktoratu. Teraz jest pielęgniarzem. Zajmuje się pielęgnacją stóp diabetyków i pracuje na ulicy. Ciężka praca. Według niektórych może niezbyt efektowne. Ale przede wszystkim przypisuje Neillowi to, że poprowadził go na tę ścieżkę. „Standardowy człowiek nauki”. Tak twierdzi Holloway. To jest kryterium.
Oto Jim Porter. Dwadzieścia trzy lata prowadzenia geologicznych prac terenowych na Zachodzie Ameryki. Czytał książkę Christiana w autobusie. Oglądałem film w jakimś zakurzonym kinie miejskim. Wróciłem z wyjazdu innym człowiekiem.
Praca się zmieniła. Na lepsze.
Podobało mu się, że Grant przedkładał historię Ziemi nad zysk. „Wzmocniłem mój wybór.” Tak to widzi Porter. Dziś jest naukowcem zajmującym się ochroną środowiska, ponieważ aktor sprawił, że przeszłość wydawała się pilna.
Nie chodziło tylko o naukę. Pod nieobecność toksycznej męskości. Co było ważne w filmach akcji lat 90-tych. Bohaterami byli zazwyczaj kretynzy. Okrutny. Arogancki. Neill zaproponował przeciwwagę. Niegrzeczny, tak, ale miły.
Jamie Anderson z Oksfordu zwraca uwagę na sposób, w jaki Grant traktuje dzieci. Doprowadzili go do szaleństwa. Ale nadal mu na nich zależało. Traktował doktora Sattlera jak równego sobie. Szanował ją. Anderson nazywa to „antidotum”. Świeża dawka pokory w gatunku pełnym przechwałek.
James z Florydy zgadza się. Inżynier budownictwa. Nie wymieniłem nazwiska, żeby się nie wyróżniać, ale istota jest jasna. Neill miał rację. I nie byłem z tego powodu palantem. Szok, prawda? Jak rzadkie jest to połączenie. Kompetencja bez uśmiechu. James nie będzie kopał kości, ale wnosi to samo podejście do inżynierii. Używa mózgów. Traktuj ludzi z godnością. Tylko. Radykalnie.
Richard Ferro odtwarzał tę taśmę wideo, dopóki taśma prawdopodobnie się nie zepsuła. Miałem ospę wietrzną w Kostaryce, gdy miałem pięć lat. Jedyną rozrywką był Jurassic Park. Wciąż.
„Inteligencja i poczucie zadziwienia mogą i powinny współistnieć”
Ferro pamięta, jak Grant po raz pierwszy zobaczył żywego Triceratopsa. Nie polowanie przez drapieżniki. Po prostu zachwyt. Leżąc na piersi bestii. Oddychanie zgodne. Dorosły mężczyzna, który stał się dzieckiem odkryć. Ten obraz ukształtował całe życie Ferro. Lekarz ogólny w Kalifornii. Uważa występ Neilla za monumentalny. Bez niego kariera mogłaby nie istnieć. Być może nie byłoby ciekawości.
Co się teraz stanie? Neil wyszedł. Światło nie gaśnie. Po prostu zmienia platformę. Od taśm wideo po streaming. Od kaset po chmurę.
Przygoda pozostaje. Maszyna Spielberga wciąż działa. Ale to element ludzki przyciąga nowych odbiorców.
James chce, żeby jego syn to obejrzał. Mały syn. Moja żona uważa, że to może być przerażające. Zbyt przerażające?
„Nic” – mówi James.
– Da sobie radę.
I prawdopodobnie to zrobi. Albo przynajmniej spróbuje.























