Praca imigrantów nie jest współczesną anomalią. Jest to zorganizowany system niewykwalifikowanych pracowników, którzy są systematycznie przenoszeni z regionu do regionu w celu świadczenia usług tymczasowych, zwykle sezonowych. Ten wzór można spotkać wszędzie. Republika Południowej Afryki, Bliski Wschód, Europa Zachodnia, Ameryka Północna i Indie polegają na tej sile roboczej. Konkretne mechanizmy różnią się w zależności od lokalizacji, ale podstawowa dynamika pozostaje taka sama: ludzie przenoszą się tam, gdzie jest praca, często porzucając niekorzystne warunki ekonomiczne w swojej ojczyźnie, aby przetrwać w terenie.
Ekonomia przeprowadzek sezonowych
Dlaczego ten system się utrzymuje? Popyt wynika z sezonowości zbiorów. Rolnicy potrzebują pracowników, gdy plony dojrzeją. Nie są im potrzebne poza sezonem.
Na półkuli północnej przepływ jest przewidywalny. Po żniwach migranci przemieszczają się sezonowo z południa na północ. Na półkuli południowej obraz jest odwrotny. Większość tych pracowników wykonuje ręcznie, powtarzalne prace, których łatwo się nauczyć. Praca jest ciężka. Godziny są długie. Wymagania są rygorystyczne.
Zapotrzebowanie na takich pracowników zwiększa kilka czynników ekonomicznych. Po pierwsze, szybki wzrost produkcji rolnej w regionie tworzy próżnię na rynku pracy. Po drugie, gdy rosną płace poza rolnictwem, dostępnych jest mniej lokalnych pracowników rolnych. Rolnicy zwracają się do imigrantów.
Kraj dostawy jest bardziej stały. Migranci rzadko wybierają to życie dla przygody. Przychodzą do pracy ze względu na presję społeczną i ekonomiczną w swoich rodzinnych regionach. Brak możliwości gdzie indziej zmusza ich do przyjęcia zaproponowanych warunków.
Chaotyczny rynek z pośrednikami
Relacja pomiędzy migrantem a pracodawcą ma charakter krótkotrwały. Stwarza to chaos na rynku pracy. Większość migrantów nie ma prawa do ponownego zatrudnienia. Na ogół nie należą do związków zawodowych. Dostęp do szerszego rynku pracy jest ograniczony.
Aby zapanować nad tym chaosem, interweniują pośrednicy. Pośrednicy pracy, kontrahenci i brygadziści porządkują system. Ci wykonawcy zatrudniają pracowników. Transportują je i kontrolują. Płacą pensje. Co ważne, negocjują także z pracodawcami płace i warunki pracy. Struktura ta może być skuteczna, ale często stawia pracowników w bezbronnej sytuacji.
Zarobki i standardy pracy migrantów są na ogół niższe niż innych pracowników. W niektórych krajach praca dzieci jest w tych grupach powszechna. Nawet w Stanach Zjednoczonych dzieci, które nie pracują na polu, mogą nie uczęszczać do szkoły. W wielu gminach lokalnych szkoły są otwarte wyłącznie dla legalnych mieszkańców. W ten sposób rodziny wpadają w cykl wykluczenia.
Warunki mieszkaniowe są często niezadowalające. Poziom umiejętności czytania i pisania jest niski. Spójność społeczna jest słaba. Udział w życiu politycznym jest minimalny. Niezależnie od tego, czy migranci pochodzą z kraju, czy z zagranicy, są zasadniczo obcy społeczności, w której pracują. Mają trudności z dostępem do lokalnych usług zdrowotnych i socjalnych. Mogą zostać pozbawieni swoich praw ze względu na nielegalny status lub brak dostępu do sądu.
Koczowniczy charakter życia migrantów utrudnia regulowanie ich warunków pracy i życia, często negując związkowe i rządowe standardy pracy, które obowiązują w normalnych warunkach pracy.
Wzory w Ameryce Północnej
W Stanach Zjednoczonych ruch ten jest dobrze udokumentowany. Pracownicy mogą zimować na Florydzie, aby zbierać owoce cytrusowe. Następnie, dołączając do innych z Teksasu i Portoryko, przenoszą się na północ, do Nowej Anglii, aż do Maine. Zbierają pomidory, ziemniaki, jabłka i inne produkty rolne.
Kolejny duży napływ pracowników z Teksasu udaje się wiosną do północno-środkowych stanów, gór i Pacyfiku. Zbierają owoce, warzywa, buraki cukrowe i bawełnę. Trzecia fala imigrantów zbierająca warzywa przemieszcza się z południowej Kalifornii na północ przez stany przybrzeżne Pacyfiku.
Demografia jest specyficzna. Większość to mężczyźni poniżej 30. roku życia. Mają niecałe osiem lat nauki. Niektórzy migranci są obywatelami USA pochodzenia meksykańskiego. Wielu innych to nielegalni imigranci z południa granicy.
Zwiększona mechanizacja rolnictwa zmniejszyła popyt na migrującą siłę roboczą w Stanach Zjednoczonych. Ale potrzeba nie zniknęła. Po prostu się przeprowadziła.
Rzeczywistość dochodów i praw
Sytuacja migrantów w Stanach Zjednoczonych poprawiła się od lat 60. XX wieku. Związki zawodowe i działacze tacy jak Cesar Chavez zaczęli organizować migrantów. Niektóre stany i społeczności lokalne utworzyły specjalne komitety w celu wdrożenia i rozszerzenia ustawodawstwa socjalnego na rzecz pracowników migrujących.
Wyniki są skromne, ale realne. Średnie roczne zarobki stanowią ułamek tego, co zarabia większość amerykańskich pracowników. Migranci nadal borykają się z problemem niepełnego zatrudnienia. Nadal nie mają odpowiednich warunków mieszkaniowych. Pozostają wykluczeni z normalnego życia społeczności.
Kompromis jest oczywisty. Migranci zapewniają niezbędną siłę roboczą, która utrzymuje niskie ceny żywności i płynność łańcuchów dostaw. W zamian akceptują niestabilne warunki życia i ograniczoną ochronę prawną. System działa, ponieważ alternatywą jest często brak pracy.
W miarę postępu mechanizacji pojawia się pytanie, czy ci pracownicy pozostaną niezbędni, czy też staną się przestarzałi. Obecna infrastruktura opiera się na ich mobilności. Usunięcie go bez wymiany zakłóci zbiory. Jej zachowanie wymaga akceptacji nierówności, jakie się z nią wiążą. Wybór ma tutaj charakter ekonomiczny, a nie moralny.
Architektura migracji: poza Ameryką Północną
Na historię migracji zarobkowej często patrzy się przez pryzmat Ameryki Północnej, ze szczególnym uwzględnieniem pracy w rolnictwie lub przekraczania granic. Jednak gdy spojrzysz na mapę globalną, obraz całkowicie się zmienia. W większości krajów świata motorem migracji nie jest pole, ale sektor fabryk, biur i usług miejskich. Dominuje proces migracji z obszarów wiejskich do miejskich, napędzany raczej industrializacją niż cyklami żniw.
Nigdzie nie jest to bardziej widoczne niż w Republice Południowej Afryki. W czasach apartheidu państwo stworzyło specyficzny rodzaj przymusowej mobilności. Czarni pracownicy nie przenieśli się po prostu w poszukiwaniu pracy; przenieśli się jako narzędzie kontroli. Z biednych wiejskich „bantustanów” zostali zmuszeni do przeniesienia się do miast, gdzie prawnie zakazano im posiadania prawa stałego pobytu. Nie było to tylko rozwiązanie problemu niedoboru siły roboczej; stało się to podstawą systemu apartheidu. Robotnicy ci nieustannie podróżowali pomiędzy biedą na wsi a wyzyskiem w miastach, egzystując w stanie próżni prawnej i minimalnych praw. System upadł dopiero po uchyleniu ustawodawstwa socjalnego w latach 1990–1991, czego kulminacją była ratyfikacja nowej konstytucji w 1999 r.
Powojenny rozkwit i sprzeciw w Europie
Idąc na zachód, historia się zmienia: od przymusu do konieczności ekonomicznej. Po drugiej wojnie światowej Niemcy Zachodnie doświadczyły tak szybkiego rozwoju przemysłu, że stanęły w obliczu poważnych niedoborów siły roboczej. Rozwiązaniem było przyciągnięcie milionów pracowników z Turcji, Grecji, Włoch i Jugosławii. Francja zrobiła to samo, przyciągając siłę roboczą z Afryki Północnej, Hiszpanii i Włoch. Wielka Brytania zwróciła się do swoich byłych kolonii w Azji Południowej, Afryce i Indiach Zachodnich.
W pewnym momencie ten system zadziałał. To napędzało europejski cud gospodarczy. Jednak gdy w latach 70. wzrost gospodarczy uległ spowolnieniu, dynamika uległa zmianie. Już sama obecność tych cudzoziemskich pracowników, wcześniej mile widzianych w miarę potrzeby, stała się źródłem napięć społecznych. Użyteczność ekonomiczna nie zamazała tarć kulturowych.
Model Państw Zatoki Perskiej
Jeśli historia migracji w Europie jest historią walk o integrację, to historia Zatoki Perskiej jest historią czystej skali. Odkrycie ropy naftowej uczyniło Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Libię, Irak i Kuwejt magnesami gospodarczymi. Siła robocza nie jest tu lokalna. Jest importowany. Do tych szybko rozwijających się gospodarek przybywają miliony pracowników z Egiptu, Jemenu, Jordanii, Pakistanu i innych krajów z większością muzułmańską. Popyt jest nieubłagany, a podaż ogromna, co tworzy rynek pracy, który opiera się niemal wyłącznie na tymczasowej migracji kontraktowej.
Wyspecjalizowane role na półkuli południowej
Na Globalnym Południu charakter pracy staje się jeszcze bardziej zróżnicowany. W Indiach migracja zarobkowa jest ściśle powiązana z cyklami zbiorów herbaty, bawełny i ryżu. Jest to praca sezonowa, intensywna, związana z ziemią. Tymczasem w Australii i na południowym krańcu Ameryki Łacińskiej następuje zwrot w kierunku pasterstwa. Migranci tutaj nie tylko zbierają plony; strzygą owce i przetwarzają mięso. Jest to inny rodzaj aktywności fizycznej, który odzwierciedla rytm przemysłowy Północy, ale pozostaje zakorzeniony w produkcji podstawowej.
Nitką łączącą wszystkie te przykłady jest coś więcej niż tylko ruch. W ten sposób gospodarki przyjmujące organizują swoje potrzeby w zakresie siły roboczej zgodnie z ograniczeniami politycznymi i społecznymi. Niezależnie od tego, czy chodzi o brutalną machinę apartheidu, cykle rozkwitów i kryzysów w Europie, czy też import siły roboczej na Bliski Wschód w oparciu o ropę naftową, migracja nigdy nie jest po prostu kwestią pracowników poszukujących lepszego życia. Pytaniem jest, które społeczeństwa decydują, kto ma prawo pozostać, kto ma prawo do pracy i na jakich warunkach. I dopóki te warunki będą się zmieniać w zależności od gospodarki, proces wysiedleń będzie trwał.





















